sobota, 25 czerwca 2016

Kolejna premiera!

Nareszcie się udało!
Coraz bardziej doceniam mecze polskiej reprezentacji. Na naszym osiedlu robi się wtedy nieprawdopodobnie cicho i spokojnie. Nie słychać żadnych krzyków, pisków czy innych nagle pojawiających się hałasów. Dla Zoszki powstają wtedy idealne warunki do spacerowania. Nie chodzi jednak o spacer na wózku, ale pierwsze przemierzanie alejek na NF-Walkerze 

Chodzenie na zewnątrz jest zupełnie nowym wyzwaniem. Nie ma mowy o równym podłożu, pojawiają się odcinki pod górkę, co chwilę przejeżdża się po kamyczkach lub patykach, trzeba więc włożyć znacznie więcej wysiłku w chodzenie. Zosia dzielnie dawała radę i spędziła na pierwszym spacerze prawie dwie godziny!

Taka przebieżka mocno weryfikuje ustawienia chodzika. Już wiemy, że Walkera trzeba trochę wyregulować. W moim odczuciu przydałoby się zwiększenie zakresu ruchu stóp, ale to musimy jeszcze sprawdzić wspólnie z panem, który zajmuje się dopasowaniem chodzika do bieżącego wzrostu i możliwości ruchowych dziecka.

Fantastyczne jest to, że w pewnym momencie zachciało się Zosi huśtać, więc pokonała trasę z naszych osiedlowych boisk na plac zabaw (kto zna te tereny, ten wie, że dla dziecka, które nie chodzi samodzielnie odległość jest duża). Na czas huśtania wypięłam Zosię z uprzęży. Przy okazji udało się przetestować zakładanie Walkera w terenie. Okazuje się, że Zoszkę można upiąć na ławeczce lub siedzisku od piaskownicy (potrzebna jest pozycja leżąca), więc po solidnej porcji huśtania Zosia mogła wrócić do domu również na własnych nóżkach.

Oby tak dalej!










 Huśtawka tuż tuż!





A po powrocie, tradycyjnie ☺:

sobota, 18 czerwca 2016

Wizualizacja

Wyobraź sobie, że nie możesz komunikować się z otaczającym światem. Wiem, sytuacja nietypowa, z gatunku ekstremalnych, ale spróbuj. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest nieważna.
Następnie wyobraź sobie sytuację nawracających, migrenowych bólów głowy, które powodują, że według oceny otaczających cię osób zachowujesz się dziwnie (np.: krzyczysz, długo i często płaczesz, wpadasz w histerię, zgrzytasz zębami, często z całej siły zaciskasz pięści czy żuchwę). Bliskie Ci osoby widzą, że coś się dzieje, ale mimo wielokrotnych prób nie potrafią zrozumieć w czym problem. Przy każdej podobnej sytuacji jadą z tobą do lekarza. Robią badania krwi, moczu, standardowe badania u internisty lub od czasu do czasu te bardziej zaawansowane jak tomograf czy RTG. Albo postępują inaczej: rezygnują z bardzo częstych badań, nie chcąc cię narażać na stres (nie lubisz lekarzy, badań, igieł), a ty pozostajesz sam ze swoimi dolegliwościami. Kiepskie perspektywy. Obie.

Od dłuższego już czasu mamy wrażenie, że w życiu Zosi dzieje się to, czego bardzo się kiedyś obawialiśmy. Zosia ma spore problemy z emocjami z różnych powodów (o tym w innym poście), ale ewidentnie zmaga się również z dolegliwościami bólowymi, których coraz częściej nie potrafimy rozpoznać. Zoszka choruje bardzo rzadko, twarda z niej dziołszka. Naszą bolączką są napady histerii, którym towarzyszy silny płacz, krzyk, wołanie "ała", gryzienie czy szczypanie siebie samej. Po wyrazie twarzy widać, że coś Zosi dolega. Bardzo trudno jest ją w takich momentach wyciszyć. 
Kilka tygodni temu Zoszka miała problem z ząbkiem. Wszystko zakończyło się dobrze, ale zachowania takie jak sprzed wizyty u dentysty pozostały. Jest problem ze spaniem, co jakiś czas pojawia się trudny do utulenia płacz, który w porównaniu do innych sytuacji wygląda na bólowy. W piątek ponownie trafiliśmy do dentysty. Zoszka bardzo płakała uderzając się w buzię i ząbki. Długo nie potrafiliśmy jej uspokoić. Pan stomatolog jeszcze raz dokładnie obejrzał ząbki Zoszki i powiedział, że podłoże tych zachowań jest zdecydowanie inne. Ząbki, nie licząc dwóch małych przebarwień, są w stanie idealnym i nie ma możliwości, żeby powodowały u Zoszki ból. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że u Zofijki nawet w przypadku ostrego bólu zęba, silny płacz przeplata się z momentami radości czy zupełnie zwykłego zachowania, co wydaje się nieprawdopodobne. Przeciętna osoba będzie się męczyła non-stop, aż do podjęcia leczenia. Zoszka inaczej odbiera bodźce bólowe i nawet przy silnych dolegliwościach potrafi funkcjonować zupełnie zwyczajnie, co bywa bardzo mylące dla naszych rodzicielskich nosów.
Na to wszystko nakładają się nadwrażliwości autystyczne oraz zwykłe emocjonalne wyrażanie swojego niezadowolenia w niektórych sytuacjach. Przedarcie się przez gąszcz tych wszystkich informacji oraz prawidłowa ocena tego co się dzieje jest ostatnio bardzo trudne. Znalezienie złotego środka, żeby czegoś ważnego nie przeoczyć, a jednocześnie nie obciążać Zoszki niepotrzebnymi badaniami jest naprawdę wyzwaniem.

Przed nami badania krwi, wizyta kontrolna u neurologa i próby poszukiwania przyczyny takiego stanu rzeczy. Może chodzi o wyżynanie się kolejnych zębów stałych, co po przebojach z "szóstkami" wydaje się prawdopodobne. A może doskwierają Zosi nawracające bóle głowy, które u dzieciaczków z uszkodzeniami OUN, zdaniem naszej pani doktor, występują często. Z tyłu głowy mamy jeszcze jedną myśl: "pamiętaj o zastawce".
Mamy również świadomość, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, a badania czy kontrole u neurologa nie przyniosą rozwiązania być może trzeba będzie się zdecydować na dokładniejsze poszukiwaniu w szpitalu, których staramy się unikać, żeby nie dokładać Zoszce sytuacji stresowych, ale wiemy, że może nie będzie innego wyjścia.  

Straszna niemoc mnie dopada w podobnych sytuacjach, a opary pesymistycznych wizji, że nie uda nam się dotrzeć do sedna problemu biorą czasem górę, ech. 

W tej gęstej atmosferze dotarła do nas fantastyczna informacja.
Mój pracodawca pokryje w całości zakup specjalistycznej przyczepki rowerowej "Kozlik" dla naszej Zoszki !!! Z radością odsuwam od siebie perspektywę wypełniania kolejnych papierów i odbycia niezbędnych wizyt lekarskich, żeby starać się o dodatkowe wsparcie w ramach NFZ w przypadku brakującej kwoty. 
Tym samym właśnie urzeczywistnia się nasze kolejne marzenie: wspólne wypady na rowery czy rolki. W końcu nie samą terapią i rehabilitacją człowiek żyje ;) Bardzo nas ta perspektywa cieszy!!!

niedziela, 12 czerwca 2016

W skrócie

1. Gdy dzisiaj po południu nasze osiedle zamarło z wiadomego powodu, pewna mała osóbka pobiła swój życiowy rekord i przeszła na nóżkach, posiłkując się wózkiem, z placu zabaw aż do drzwi mieszkania. Odległość jest zacna, więc należą się gromkie brawa 

Nie wiem kiedy to nastąpi, ale takie chwile dodają nadziei, że spacerek z Zoszką pod rękę kiedyś się naprawdę urzeczywistni 

2. Od tygodnia, gdy odbieram Zoszkę z przedszkola i wsiadamy do auta Zosia woła "kawki!". Od kilku dni zastanawiałam się więc o co naszemu Zosiakowi może chodzić. O ptaki? Kawę??? Wczoraj Zoszka pomogła mi rozwiązać zagadkę. Gdy postawiłam przed nią talerzyk z truskawkami Zofijka uśmiechnęła się i usłyszałam znajome "kawki!" (wcześniej korzystaliśmy z symbolu, Zoszka nie wypowiadała tego słowa).

3. Po powrocie z placu zabaw, Zoszka zdążyła na drugą połowę.
Polskaaa, biało-czerwoniii ☺!!!



wtorek, 7 czerwca 2016

Myśl wieczorna

Po 7 latach wspólnej drogi z Zofijką nie boję się niepełnosprawności, choć na początku tak było.
Nie przerażają mnie schody, sprzęty ortopedyczne, galop rehabilitacyjny, kolejki, często słyszane "nie da się".
Czasem tylko denerwuje bezduszność czy idiotyzm przepisów.

Nie potrafię jednak odciąć się od emocji, które pojawiają się w chwilach, gdy chcę dać Zosi swój czas, a Zoszka nie jest gotowa na spotkanie.

Gdyby tylko relacja nie była dla niej tak trudna...

Fizycznie jestem obok niej, ale tak naprawdę dzieli nas niewidzialna szyba.

Czasem pozostaje jedynie czekanie, aż Zosia uchyli drzwi i wpuści mnie do swojego świata.

Spektrum autyzmu.
To zdecydowanie najtrudniejsze doświadczenie z całego bagażu Zoszki.

środa, 1 czerwca 2016

O tym czego Zoszka chce oraz o Dniu Dziecka

Nieraz widywaliśmy z Tatą bunty smyków, które nie chciały wyjść z placu zabaw. Taka sytuacja pozostawała dla nas czysta teorią. Do czasu.

Zoszka od zawsze uwielbiała się bujać. Podczas spacerów zahaczenie o huśtawkę, jeżeli tylko jest taka możliwość, to must have. 
Ostatnie dziesiątki kroków pokonywanych podczas rehabilitacji oraz tuptanie w Walkerze czy z rodzicielską pomocą zaowocowały tym, że tej wiosny Zosia po raz pierwszy, prócz huśtania, poczuła chęć żeby sobie pozjeżdżać (do tej pory bała się lub nie chciała). Ma nieprawdopodobną motywację do chodzenia pomiędzy dołem zjeżdżalni a schodkami, po których trzeba wejść do góry. 
Znamy już chyba wszystkie zjeżdżalnie w okolicy i wiemy, które są przy naszej asekuracji dostępne dla Zosi. Spędzamy tam ostatnio długi, długi czas, a gdy nieśmiało próbujemy się przemieścić w stronę domu, jest bunt na pokładzie. Ale nie jakieś tam niezadowolenie tylko BUNT. Zdarzyło się nawet, że Zoszka uczepiła się ogrodzenia placu zabaw i nie chciała go puścić 

Gdy Zosia kursuje przy zjeżdżalni nie skupiamy się na tym, żeby chód był jak najbardziej prawidłowy. Wiemy, że chodzenie po płaskim terenie dla Zosi jest wyzwaniem, a co dopiero po miękkim piasku. Ale za to motywacja - ach! I tego się trzymamy.




*****

Dziś Dzień Dziecka, więc wszystkim Szkrabom, zwłaszcza tym, które zmagają się z trudniejszymi wyzwaniami,  życzymy mnóstwo radości oraz beztroskich chwil. Niech Wasze dzieciństwo będzie jak najbardziej zwyczajne mimo codziennego terapeutycznego galopu. I niech każdego dnia nie brakuje powodów do uśmiechu!



W ramach Dnia Dziecka zaliczyliśmy w Staterze, czyli miejscu gdzie Zoszka jest rehabilitowana, miłe popołudnie już wczoraj. Było zabawowo, kolorowo i wesoło. A dziś, mimo groźnych pomruków burz kotłujących się wokół naszego osiedla, dotarliśmy szczęśliwie do cukierni na pierwsze sezonowe lody. I tu również zmiana. Do tej pory Zoszka koncentrowała się tylko na wafelkach, ale dziś pierwszy raz domagała się samych lodów  


I tu również widać efekt rehabilitacji - 
przy lekkim wspomaganiu Zosia może wziąć udział w zabawie na stojąco 

P.S. Niedawno Zoszka wzięła również udział w jubileuszowym (z okazji 10-lecia) koncercie gospelowego chóru "God's Property". Była moc wokalno-duchowo-taneczna! Życzymy kolejnej owocnej 10-tki (co najmniej) 

czwartek, 26 maja 2016

The power of AAC :)

Babcia z Dziadkiem przyjechali zabrać Frania na koncert bliskiego nam chóru "God's Property" i spacer. 
W czasie gdy pomagałam Franiowi ubrać się do wyjścia, Babcia była u Zoszki. Tuliły się dziewczyny. Kiedy Franek był gotowy, zamieniłam się z Mamą - siadłam koło Zosi i powiedziałam jej, że Babcia zaraz pojedzie z Franiem na koncert (Zofijka zaliczyła ostatnio kilka nieprzespanych nocy, więc miała zostać w domku, żeby dojść do siebie). Mama ubrała buty i wyszła z Francikiem. Gdy drzwi się za nimi zamknęły Zosia stanęła na nogi i z moją pomocą wystartowała w stronę wózka, który stał w jej pokoju. Chwyciła za jego rączkę i zaczęła wydawać zniecierpliwione pomrukiwania.
 - Zosiu, chcesz iść na spacer? - zapytałam.
Zoszka obróciła się i asekurowana poszła w stronę drzwi wyjściowych. Zaczęła w nie stukać dalej niecierpliwie pokrzykując.
 - Choć, pokażesz mi o co dokładnie Ci chodzi. - powiedziałam i pomogłam Zosi dojść do segregatora z symbolami. Zoszka przerzuciła szybko kartki i wybrała symbol "iść na spacer" oraz zdjęcie Babci. 

I to jest właśnie moc AAC 
A spacer z Babcią jeszcze nadrobimy ;)

P.S. Dziś 7 rocznica wstawienia zastawki otrzewnowo-komorowej. Nadal działa bez zarzutu i oby jak najdłużej...

czwartek, 19 maja 2016

Ważna data

Podczas rehabilitacji usłyszałam, że to już czas.
Zapisuję więc ten ważny moment: Zoszka maszerowała dzisiaj po raz pierwszy trzymając się linek 
Plan jest taki, aby mobilizować Zoszkę do bardziej samodzielnego chodzenia, przy coraz mniejszej asekuracji pani Justyny.

Jak na pierwszy raz było naprawdę dobrze!



A to nie koniec. Po powrocie z ćwiczeń również była premiera.
Dystans od auta do drzwi w bloku został pokonany na własnych nogach ☺ Zosia szła trzymając się swojego wózka.
Pękamy z dumy!

niedziela, 15 maja 2016

Piątek 13-tego

Tydzień temu w piątek Zoszka była niespokojna w przedszkolu. Dużo płaczu i krzyków, zwłaszcza w trakcie jedzenia. Usłyszałam wtedy pytanie, czy Zosia nie ma czasem problemów z ząbkami. Na kontroli byliśmy w styczniu, wszystko było dobrze, kolejny raz mieliśmy przyjechać na wizytę, żeby przyjrzeć się bardziej szóstkom, gdy już wszystkie się pojawią. Ponoć są bardziej podatne na próchnicę niż pozostałe ząbki stałe. Reszta ząbków miała być obejrzana za pół roku. 
Pomyślałam więc sobie, że zęby raczej nie są przyczyną takiego zachowywania się Zosi, ale oczywiście trzeba będzie mimo wszystko sprawdzić czy tak faktycznie jest. 
Termin wizyty kontrolnej był za kilka dni. W weekend pojawiły się problemy ze spaniem, w ciągu dnia Zosia stała się bardzo marudna, a wieczorem wyczułam, że węzły chłonne są powiększone. Umówiłam więc wizytę do pediatry. 
Od lekarza usłyszałam, że przyplątało się zapalenie gardła z obrzękiem węzłów chłonnych. Wspomniałam o zębach. Pani doktor powiedziała, że nie widać żadnego stanu zapalnego czy próchnicy w okolicach zębów. Rozpoczęliśmy leczenie, receptę na antybiotyk dostając na "w razie czego", gdyby nie było poprawy po kilku dniach. Skoro poznaliśmy "winowajcę" samopoczucia Zosi, odsunęłam potrzebę kontroli u dentysty.
Wraz z upływającym czasem niby wszystko powolutku szło ku lepszemu. Odwołaliśmy zajęcia, żeby dać się Zosi wykurować. Jednak poprawa nie była taka ewidentna i cały czas coś wisiało w powietrzu. Aż się w końcu zmaterializowało w piątkowy poranek. Zosia zaczęła mocno płakać i wołać "ała". Gdy zapytałam co się dzieje, gdzie boli, wzięła mój palec, wsadziła sobie do buzi dotykając ząbka "czwórki". Pozwoliła mi zajrzeć do buzi, a tam dojrzałam gulę przy zębie...
Obdzwoniłam większość gabinetów, które mają dostępne leczenie stomatologiczne w narkozie. Nie wiem jak to jest w innych miastach, ale w Katowicach i miastach ościennych w zasadzie nie ma czegoś takiego jak leczenie w prywatnych gabinetach "na już" pod narkozą. Trzeba to wcześniej zaplanować, przejść szereg badań (co rozumiem, ale z trudem akceptuję, gdy Zoszkę  mocno boli). Gdy wspominałam, że dziecko jest z niepełnosprawnością, większość placówek odsyłała nas z kwitkiem. Do łez rozbawiły mnie także zaproszenia na wizytę adaptacyjną za 200zł, nawet gdy raz jeszcze podkreślałam, że dziecko ma ewidentny stan zapalny. Słyszałam wtedy, że takie są procedury.
Przedzwoniłam również do poradni, która przyjmuje prywatnie, natomiast dzieciom z orzeczeniem o niepełnosprawności gwarantuje bezpłatne leczenie w ramach NFZ. Usłyszałam, że terminy leczenia są na...lipiec Zaproponowano mi jednak przyjazd do lekarza dyżurnego, który może przynajmniej zajrzeć i ocenić co się dzieje.
W międzyczasie jedna jedyna pielęgniarka z pewnego prywatnego gabinetu znalazła dla nas termin już na poniedziałek, podając jednocześnie namiary na stomatologa dyżurnego we wspomnianej wcześniej poradni, żeby w razie potrzeby zabezpieczyć Zosię do poniedziałku antybiotykiem. 
Podjęłam decyzję, że jedziemy, choć perspektywa wizyty w ramach NFZ przedstawiała mi się, na bazie wcześniejszych doświadczeń, raczej w ponurych barwach.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce: szybkie formalności, chwilka w poczekalni i już byłyśmy w gabinecie. Ponieważ Zoszkę paraliżuje strach w większości sytuacji gabinetowych, to ja masowałam Zosi policzki i zachęcałam ją do otwarcia buźki na prośbę stomatologa. Lekarz nie robił nic na siłę (!). Szybka diagnoza - przetoka ropna - oraz informacja, że zaraz będzie rozmowa z drugim stomatologiem, leczącym pod narkozą, żeby sprawdzić czy można pomóc Zosi natychmiast. Po chwili usłyszałam pytanie kiedy Zoszka jadła ostatni posiłek oraz czy nie poddałabym Zoszki leczeniu natychmiast, bo ząbek wygląda nieciekawie. Przez chwilę myślałam, że śnię. Ale nie, jednak nie przysnęłam. Odczekaliśmy pół godziny, żeby nie było sensacji żołądkowych, przetrwaliśmy 3 podejścia do zakładania wenflonu (Zosia mocno płakała w tym momencie), ale gdy już zasnęła  wszystko poszło błyskawicznie. Dentysta szybko spojrzał na ząbek i stwierdził, że zmiany są tak głębokie, że może jedynie go usunąć. I tak też się stało. 
Rozmawialiśmy zanim Zoszka zaczęła się wybudzać. Pan stomatolog stwierdził, że zmiany w ząbku były na tyle rozległe, że próchnica musiała się tam już zadomowić kilka ładnych miesięcy wcześniej (w tym momencie zwątpiłam trochę w sens kontroli), ale ponieważ rozwinęła się poniżej linii dziąseł, widocznie lekarz niestety to przeoczył. Usłyszałam też, że przetoka może powodować mnóstwo niefajnych dolegliwości głowy, gardła, węzłów chłonnych (skąd ja to znam?). Zmroziło mnie, gdy zestawiłam to wszystko z problemami komunikacyjnymi Zoszki. Mogła odczuwać dyskomfort czy o zgrozo ból przez długi czas, a my mogliśmy to zrzucać na inne czynniki... 
Tak więc Zoszkowe zapalenie gardła, węzły chłonne wielkości borówek były od chorego zęba...
Gdy pomyślę sobie, jak wiele może być potencjalnych dolegliwości, o których Zoszka nie będzie w stanie nam powiedzieć, robi mi się niedobrze. Czasem mam wrażenie, że prócz systematycznych kontroli i zdania się na rodzicielską intuicję nie możemy zrobić nic więcej. Każdemu z nas jakiś scenariusz i tak jest pisany. 
Piątek przyniósł nam mnóstwo stresu, ale koniec końców wszystko dobrze się skończyło. Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu, gdzie Zoszka mogła dojść do siebie. Teraz pozostało nam jedynie wyleczenie nadgryzionych warg.
Plusem całej tej sytuacji jest to, że:
- pozostałe ząbki Zosia ma zdrowe (a przynajmniej liczę na to, że tym razem naprawdę tak jest).
- znaleźliśmy placówkę, która przyjmuje dzieciaczki z niepełnosprawnością 24/7, co jest naprawdę  wręcz nieprawdopodobne. Terminy planowanych zabiegów faktycznie są odległe, ale jeżeli ktoś wymaga natychmiastowej pomocy, może na nią liczyć. Zresztą warto wiedzieć, że stomatolog, który ma kontrakt na NFZ nie może odmówić przyjęcia dziecka w sytuacji nagłej.
Personel w placówce był bardzo uprzejmy i pomocny, rzekłabym nawet empatyczny, co dla rodzica dziecka ze spektrum autyzmu lub po prostu takiego, które się bardzo boi, jest na wagę złota. Podczas całego leczenia pod narkozą mogłam Zosi towarzyszyć, co również było bardzo odmienne od dotychczasowych doświadczeń.
- znaleźliśmy nową placówkę prywatną, do której będziemy jeździć regularnie na kontrole.

I o jeszcze jednej ważnej sprawie muszę wspomnieć. Po raz kolejny przekonałam się, że mam najwspanialszych Rodziców (Teściów), a Zoszka Dziadków, pod słońcem! Starają się nam pomagać ile się da, co doceniamy bardzo, zwłaszcza w sytuacjach nagłych. Bez ich piątkowej pomocy nie dalibyśmy rady wszystkiego tak sprawnie pospinać...

Czyli koniec końców piątek 13-tego nie był dla nas taki pechowy ;)

środa, 11 maja 2016

Wirus, terapia huśtawkowa i Kozlik czyli środa w pigułce

Za oknem wiosna z przytupem, a Zoszka z pierwszym od niepamiętnych czasów nieprzyjemnym zapaleniem gardła. Wszystkie zajęcia wypadły, Zosia kuruje się i odpoczywa. Na szczęście wydaje się, że idzie ku dobremu. Zaliczyliśmy dzisiaj, korzystając z ciepełka, produkcję wit. D na huśtawce.

Mimo gorszego samopoczucia Zoszki, udało się zorganizować w domu przymiarkę przyczepki rowerowej Kozlik (z funkcją wózka biegowego). 
Po dokładnym testowaniu i zestawieniu Kozlika z innymi podobnymi produktami utwierdziłam się w przekonaniu, że sprzęt jest suuuper! Staramy się obecnie o dofinansowanie jego zakupu. Po cichutku liczymy, że Kozlik poniesie Zoszkę na wycieczkach rowerowych (byłaby to nasza rodzinna rowerowa premiera), a staruszkom pozwoli dodatkowo wrócić na rolki, tym razem jednak w towarzystwie dwójki smyków

Na koniec pytanie za sto punktów: kto najbardziej okupował przyczepkę, no kto ;)? 
Przymiarka z młodszym bratem rządzi się swoimi prawami...

sobota, 7 maja 2016

Majówkowo

Mówili, że będzie zimno, deszczowo. Że nosa nie da się wyściubić z domu.
A myśmy się z Tatą do tej perspektywy uśmiechnęli, leniwce jedne.
Założenie było takie, że pośpimy, poleniuchujemy nadrabiając braki w tym zakresie.

Plan rozpadł się na drobne kawałeczki, gdy Franek zaczął skakać po Tacie o godzinie 5.30, a następnie zawołał: "Mama, śniadanko proszę!". Tak po prostu musi być, że w weekendy i dni wolne dzieci budzą się nieprzyzwoicie wcześnie.
Jakoś udało mi się nie rozsmarować masła łyżką gdy robiłam kanapki. A potem już jakoś poszło.

W sumie prognozy tak do końca się nie sprawdziły, więc leniuchowanie w domu nam nie wyszło. Zaliczyliśmy za to kilka miłych spacerów mimo straszących wokół burz. Biegaliśmy po kałużach, wietrzyliśmy płuca w okolicznych lasach, odwiedziliśmy w miłym towarzystwie ZOO.

A w środę, gdy trzeba było wrócić do standardowego rytmu, nie mogłam po godzinie 7.00 rano dobudzić ani jednego ani drugiego smyka. Spały w najlepsze susły małe 


Największa atrakcja ZOO? Duuuża zjeżdżalnia!

Tuptanie w kałuży ☺ I żadna burza nam (prawie) nie straszna.


Po wdrożeniu regularnego suszenia dziecięcych butów, stwierdzamy z mocą, że czas na kaloszki ;)



 Mini ZOO




 Odwiedziliśmy również Rebusa


 Nie samym wynglem Śląsk stoi. Miejsce blisko naszego osiedla.