poniedziałek, 14 października 2013

Bo bez kobiet...

Zdarzyło się niedawno.
Dzień jak co dzień - nic nadzwyczajnego.
Pobudka Zoszki, mycie, ubieranie, śniadanie. Pobudka Frania,  ubierane, jedzenie. Zoszkę do wózka, Frania w nosidełko. Jedziemy do przedszkola. 
Przed wejściem, jak każdego ranka o tej samej porze, spotykam Pana Staszka zajmującego się transportem Jacka - na oko dwudziestoletniego chłopaka chorującego na MPDz. Przywozi go do ośrodka, przy którym znajduje się Zoszkowe przedszkole. 
Pan Staszek patrzy na moje wygibasy przy wysiadaniu z samochodu (rozkładanie wózka, przekładanie Zosi, upinanie nosidełka, przekładanie Frania), a później spotykamy się w szatni (rozbieranie Zoszki z Franiem na klacie).
- Jacenty przyjechał!- zawołał jak co dzień Pan Staszek dzwoniąc domofonem po nauczycielkę, po czym spojrzał na naszą trójkę i powiedział - pani tak codziennie z dwójką maluchów, to wymaga niezłej organizacji. Na koniec westchnął i dodał - bez kobiet świat by nie istniał...
J

P.S. Zoszka nadal pociągająca, Franek solidarnie też. Ale jest coś, co cieszy - są takie momenty, że Zosiak potrafi wydmuchać nos. Mała rzecz, ale jakże pomocna w przeganianiu choróbska! 

4 komentarze:

  1. nie ma to jak Kobiety ;) John nadal nie potrafi dmuchać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co prawda, to prawda;)
    A Zosi i Franiowi- solidarnie zdrówka życzymy!

    OdpowiedzUsuń