niedziela, 26 maja 2013

Plum

Rok z Hallwickiem za nami. Stwierdzamy zdecydowanie, że jest super przygodą dla Zosi i polecamy wszystkim niezdecydowanym przekazanie swoich bąbli w fachowe ręce!
Oswojenie z wodą, swobodniejsze oddawanie się zabawom - ćwiczeniom (ostatnio Zoszka zaczyna sama (!) unosić się na pleckach na wodzie), przełamanie oporów przed zanurzeniem. Same plusy J
Zresztą sami zobaczcie jak Zosia daje nura:

video

video

video

video


P.S. Wszystkim mamom, zwłaszcza tym, których macierzyństwo ubogie w lukier - jak najwięcej małych - wielkich radości!

czwartek, 23 maja 2013

Z ukrycia

Uchwycone w biegu materiały operacyjne czyli mamy to na "taśmie".
Nogi sztywne, za grosz nie chcą współpracować, ale Zosia i tak daje radę się wspiąć.
Duma nas rozpiera!

video

wtorek, 21 maja 2013

Raczek i ogryzek

Niedawno pisałam, że Zoszka przestraszyła się samodzielnego schodzenia z łóżeczka. I tak to trwało kilka dni. Strach jest nadal, ale potrzeba dotarcia do zabawek działa wybitnie motywująco. Schodzenie zaczyna więc powoli wracać do łask. Tym razem Zosiak robi to na brzuszku. Najpierw wypełzają nóżki, później ster przejmują rączki. Czasem zdarzy się Zosi zahaczyć odnóżami o barierkę łóżeczka, ale myślę, że to tylko kwestia czasu, żeby nabrać wprawy.
Dodatkowo, nasz Bąbel nauczył się sam wchodzić na łóżeczko, żeby przytulać się do swojej ukochanej żyrafy-pozytywki. Tak zwyczajnie, bez ćwiczeń i naszej pomocy.  
Małymi kroczkami w stronę samodzielności J




*****

Zosia lubi zjadać gruszki w całości, łącznie z ogryzkiem, spisując na straty jedynie ogonek. Jak się okazało na ostatnim spacerze, to nie koniec jej możliwości. Poczęstowana owocami przez pana z naszego ulubionego warzywniaka, bez najmniejszego problemu rozprawiła się z twardym ogryzkiem z jabłka. Zrobiła to w takim tempie, że zabrakło czasu na reakcję.
W końcu w pestkach witaminy też są J

piątek, 17 maja 2013

Bunt (dwu/ trzy/ czterolatka - właściwe podkreślić)

Zaznaczyłabym wszystkie trzy opcje na raz. W tym momencie zdecydowanie jest moc w okazywaniu przez Zoszkę niezadowolenia. Od kilku dni przy absolutnie każdej czynności dobrze Zosi znanej, która wymaga od niej mniejszej lub większej aktywności, pojawia się histeria z pokładaniem się na ziemi włącznie. Wspólna zabawa pluszakami również jest kwitowana krzykiem. Wcześniej Łobuza chętnie przydreptywała gdy wołaliśmy ją, żeby wykonać codzienne rutynowe czynności. Obecnie trwa bunt, który objawia się emocjonalnym odlotem na każde "Zosiu choć, zrobimy/czas na". Myślę, że sąsiedzi mieszkający kilka pięter pod nami zdecydowanie mają szansę usłyszeć donośny płacz Bąbla. Gdybyśmy w takich sytuacjach odpuszczali nie czekając, aż Zosia sama przyjdzie, szybko wrócilibyśmy do noszenia jej na rękach, a tego nie chcemy. Poza tym widać, że zaznaczenie własnego zdania jest dla niej teraz ważniejsze niż autentyczne potrzeby. Wołając choćby na posiłek najpierw oglądamy teatralny bunt, a później Zoszkę rzucającą się z głodu na obiad.
Pocieszamy się, że sygnalizowanie własnego zdania jest dobre - znaczy się ruch neuronów w główce jest. Szalony, ale jest J
Drugi plus, to posiadanie wystarczającej ilości czasu, żeby nie odpuszczać i przy takich sytuacjach uczyć Zosię co wolno, a czego nie oraz zachęcać ją do coraz większej samodzielności. Bez tego popłyniemy z wyręczaniem, żeby było szybciej i wygodniej, a przy okazji damy sobie niepotrzebnie wejść na głowę (Zosiak genialnie wyczuwa taką możliwość).
A tak zupełnie szczerze, perspektywa dziesiątek takich buntów jest zupełnie ko-smi-czna.

Kontynuując walkę ze ssaniem paluszków przestaliśmy zapinać zniszczoną nakładkę, która nie jest zbyt wygodna. Na placu boju pozostał jedynie zaszyty rękawek, który w ciągu ostatniej doby, ku naszemu zaskoczeniu, nie został doszczętnie zgryziony celem uwolnienia paluszków. Super, że spełnia swoją rolę, nakładka mimo wszystko ogranicza ruch i czasem powoduje odgniotki. Może ta zmiana również wpłynie na Zosię pozytywnie?

Pertraktując z "Buntowniczką z wyboru", zaczynamy się zastanawiać, czy nie jest to dobry moment na wprowadzenie elementów terapii behawioralnej i/lub obrazków komunikacji alternatywnej. Do tej pory Zosia obrazków nie rozumiała (nadawały się jedynie do targania), ale myślę, że zrobienie zdjęć przedmiotów, które ją otaczają, powiązanych z codziennymi czynnościami, może pomóc jej na nowo ogarnąć dzień. Chodzi o pokazywanie np.: przed posiłkiem zdjęcia talerzyka, przed przewijaniem pieluszki itp., żeby uprzedzić Zoszkę co będzie się za chwilę działo. Można przygotować mini książeczkę, a w miarę postępów przeskoczyć na wszechstronnie stosowane w AAC obrazki. Ale to już wyższa szkoła jazdy. W terapii behawioralnej przed poszczególnymi czynnościami pokazuje się przyporządkowane im przedmioty zamiast zdjęć. Myślę, że warto spróbować.

Podsumowując, ładny kociołek mamy w domu.
I Franek w niego lada moment wpadnie jak nic J

poniedziałek, 13 maja 2013

W skrócie

 - Za nami kolejna kontrola Zoszkowych ocząt. Jest dobrze. Wizja operacji wciąż odległa. Pojawił się lekki zez pionowy, oczka nadal uciekają w stronę noska przy spinaniu się Zosi z emocji lub gdy razi ją mocne światło. To wszystko występuje jednak symetryczne i zdaje się utrzymywać na podobnym poziomie co kilka miesięcy temu. Czekamy. Kolejna kontrola za pół roku. W przełamywaniu lęku przed wszelkimi badaniami lekarskimi poprawy brak. W tej kwestii również czekamy ;)
- Minął miesiąc odzwyczajania Zosi od ssania paluszków. Są jeszcze miejsca niezacerowane w pogryzionych rękawkach J Jest inaczej. Kiedyś Zoszka zasypiała błyskawicznie dzięki ssaniu. Teraz porzebuje więcej czasu, ale ku naszemu zaskoczeniu robi to nadal samodzielnie. Zuch dziewczynka! Mamy też wrażenie, że po odstawieniu paluszków Zosiak jest bardziej aktywny, więcej gada po swojemu i dostrzega więcej z otaczającego ją świata. Walczymy więc dalej.
- Drzemka została uznana przez Zosię za część dnia zupełnie zbędną. Zobaczymy jak to będzie po powrocie do pełnego trybu rehabilitacji i większego zmęczenia. Wszystko wskazuje jednak na to, że zapotrzebowanie na sen stało się w ostatnich miesiącach mniejsze.
- Zosiula wychodziła z łóżeczka przez jakiś czas sama i przestała. Pojawił się strach. Wystarczy jednak tylko troszkę jej pomóc i daje radę. Nie raz już tak bywało: pojawienie się nowej umiejętności - regres - przełamywanie strachu - ponowne pojawienie się takiej czy innej umiejętności. Czekamy.
- Ostrożność Zoszki w łóżeczku zdopingowała nas do zdjęcia zamykanej barierki. Czyli nasz Bąbel śpi w łóżeczku standardowym. Yeah J!

A tu Zosia pokolacyjna, wtulona beztrosko w tatowe ramiona. Wie gdzie jest bezpiecznie.
Słodki widok, prawda J?

piątek, 10 maja 2013

Koncertowo

Za nami koncert chóru God's Property promujący jego debiutancką płytę.
Działo się, oj działo na koncercie!
Zosia wytrzymała do końca, co było dla niej nie lada wyczynem - została położona spać po raz pierwszy w  życiu o 22.00.
Koncert gospelowy był bardzo żywiołowy, radosny, pełen emocji. Naszej Zosi takie klimaty zdecydowanie odpowiadają. Muzyka (obok wody) ma dla niej szczególne znaczenie, a dla nas - rodziców i terapeutów - staje się świetnym orężem w odblokowywaniu naszej małej, mądrej dziewczynki.
Z zebranych podczas koncertu i przekazanych na Zoszkowe subkonto pieniążków kupiliśmy bajerancką mobilną podstawę pokojową do kimbowego siedziska. Niebawem pochwalimy się zdjęciami J
Za tą pomoc baaaaaaardzo dziękujemy!

I jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć dzięki Magdzie Boruckiej. Więcej możecie znaleźć tutaj.



 W rękach dyrygenta.


A tu wspólne pamiątkowe.
fot. Robert Hybiorz

wtorek, 7 maja 2013

Niedziela

Ostatni dzień majówkowego odpoczynku upłynął nam bardzo miło i niezwyczajnie czyli bez terapii, rehabilitacji i załatwiania spraw wszelakich. 
Było słonecznie i ciepło.
Był obiadek, który minął pod znakiem Zoszkowej chichawki:


Był murzynek z cukierni, co wypatrzy poniżej oko wnikliwych obserwatorów (patrz brązowe plamki na buzi świadczące o łakomstwie).
I był spacer zakończony bujaniem. Odkryliśmy nową huśtawkę, tuż obok naszego bloku. Jest świetna!  Nasz duży Bąbel mieści się w niej bez problemu, a siedzonko zrobiono na kształt tych dla niemowlaków. Nie musimy więc Zosi intensywnie asekurować, co jest bardzo miłą odmianą.




Po kilkunastu minutach zabawy, powrót do domu na kolację został skwitowany pełnym oburzenia płaczem rezonującym między blokami. Niosło solidnie J
Ech ci rodzice, nie wiedzą co dobre...

sobota, 4 maja 2013

Maj się mai

Ponoć. Zauważyliśmy jednak atmosferyczną poprawę w stosunku do lat ubiegłych. W 2011r w czasie majówki padał u nas śnieg, w tym roku dominowała typowa jesienna szaruga. Zakładamy więc, że za rok wiosna będzie już na swoim miejscu J
Dając się ponieść aurze, która ograniczyła w tym roku czas spacerów do minimum, okupujemy domowe kąty i wypoczywamy. Dopinamy też ostatnie Franiowe sprawy. Powitanie nowego członka załogi zbliża się do nas wielgachnymi krokami. 
Pierzemy małe ubranka (Znaleźliśmy Zosinkowe, m.in. rozmiar 46, w których i tak się topiła. Jak ja ją przewijałam na początku???), przesuwamy meble, czyścimy, prasujemy to i owo. Zoszka śmiga po mieszkaniu slalomem między trzema wózkami, fotelikiem samochodowym, siedziskiem do karmienia, fotelikiem birillo i pionizatorem. Tata kursuje z całym inwentarzem - szukamy najpraktyczniejszego ustawienia. Znając życie jeszcze nieraz zmienimy rozmieszczenie niezbędnych klamotów, tym bardziej, że przedpokój jest rozmiarów mikro, a korytarz ma niecały metr szerokości i nie jest w stanie przygarnąć nawet jednego z wózków. Aktualnym sukcesem jest zatem zachowana drożność trasy z jednego końca mieszkania na drugi J

Zosia zupełnie nie zauważyła, że jej mama przypomina kulkę i jak sądzę nie rozumie z czym to sie wiąże, ale kilka dni temu głaskała mnie po brzuchu. Długo. Zupełnie mnie tym zaskoczyła i rozbroiła. Nie wiem co siedzi w jej głowie.
A może coś tam przeczuwa?