środa, 13 czerwca 2012

Kinesiotaping

Wypróbowaliśmy i my. Metoda, która przywędrowała z Japonii, polega na oklejaniu fragmentów ciała, aby redukować ból, rozluźniać napięte mięśnie, poprawiać funkcje grup mięśniowych, zwiększać zakres ruchu, usprawniać krążenie krwi i chłonki, zmniejszać zastoje tkankowe i stany zapalne oraz korygować ustawienia stawów co normalizuje napięcie mięśniowe. Zastosowań jest naprawdę wiele, nam zależy przede wszystkim na wzmacnianiu pracy mięśni. Ponieważ Zoszkowe plecki lubią się zaokrąglać, rehabilitantka zaproponowała nam plastry. Efekt przeszedł nasze oczekiwania. Już następnego dnia po obklejeniu plecków zauważyliśmy, że stały się one bardziej proste, a naprawdę nie trzeba było się uważnie wpatrywać, żeby dostrzec różnicę. Co więcej mieliśmy wrażenie, że nawet jak Zoszka się zgarbiła, było jej łatwiej wyprostować się. Plasterki zakładaliśmy na 4-5 dni i robiliśmy 2-3 dni przerwy, żeby skóra doszła do siebie. I wszystko było by wspaniale gdyby nie ściąganie plastrów i coś na kształt wysypki. Ściąganie to według mnie koszmar. A wydawało mi się, że już wiele widziałam jeśli chodzi o Zoszkowe leczenie. Próbowaliśmy na sucho, na mokro, z oliwką. Czorty siedzą mocno przyklejone i ani drgną. Zoszka płacze wniebogłosy tak, że wiemy, że sprawia jej to ból. A przecież codziennie zaklejamy jej nadal oczko do korekcji zeza i nie ma takiego problemu, Mała dzielnie to znosi. Pewnie klej jest inny.
Dodatkowo miejsca plastrowane pokryły się różowawym grysikiem. Niby plastry są hypoalergiczne, a Zosia alergikiem nie jest, ale wysypkę widać.
Pani rehabilitantka powiedziała mi, że taki grysik może wynikać ze zbyt mocnego naciągnięcia plastra. No cóż, odczekamy kilka tygodni, aż plecki dojdą do siebie i może znowu spróbujemy. Oprócz wysypki, muszą też zniknąć kropy, które pojawiły się koło zaróżowionej od plastrów skóry. Jakiś latający paszczak pokąsał Zoszkę niemiłosiernie. Ma na pleckach (na szczęście tylko tam) mnóstwo czerwonych, zgrubiałych plamek. Nie swędzą, ale plecy po tej kumulacji zdarzeń wyglądają widowiskowo. A chcieliśmy tylko spędzić miłe popołudnie w lesie. Efekt końcowy: 1 kleszcz oraz pokąsane Zoszkowe plecy. Łobuz - sprawca niewykryty.

Poniżej zaplastrowane plecki jeszcze przed leśną eskapadą J



P.S. Mamy gipsy nr 3. Jest bardzo dobrze. Moim zdaniem są one dużo lepiej wykonane od wersji wcześniejszych, a stopa nareszcie jest w pozycji pośredniej. Oby tak dalej.



4 komentarze:

  1. Sama też korzystałam z tej metody po operacji kolana, przyniosła rewelacyjne efekty, ja też miałam wysypkę :( a nie jestem alergikiem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka chyba plastrowa natura. Jeżeli wysypka nie będzie uciążliwa, będziemy się nadal oklejać :) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. poradziliście sobie z tą wysypką? wiem że dawno to pisałaś, ale mam wysypkę po plastrach już przeszło miesiąc, próbuje różnych maści i nic :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Plastry zawierają hipoalergiczny klej, więc reakcje alergiczne zdarzają się bardzo rzadko. U małych dzieci można nakleić uprzednio mały plasterek jako próbkę i sprawdzić przed nałożeniem właściwej aplikacji, czy dziecko nie reaguje alergicznie. Wysypka, mocne zaczerwienienia mogą być rzeczywiście też efektem źle (zbyt mocno) naciągniętego plastra. A jeżeli chodzi o ściąganie, to są specjalne środki do rozpuszczania tego kleju. Wystarczy spryskać plaster, by po chwili schodził prawie sam ze skóry... Bez bólu dla dziecka. Być może były używane też plastry słabej jakości (jest wiele firm na rynku, w tym wiele produkujących w Chinach...), bo zdejmowanie plastrów na ogól jest znacznie mniej bolesne, niż jakiegokolwiek zwykłego plastra.

    Pozdrawiam,
    Piotr - fizjoterapeuta, masażysta

    OdpowiedzUsuń