wtorek, 23 lutego 2016

Leniuchowanie

Niedawno załapaliśmy się na rodzinny relaks połączony z terapią Zoszki. Otrzymaliśmy zaproszenie na masowanie w ramach kursu terapii cranio-sacralnej. Byliśmy strefą masowaną znaczy się  

Rodzice prawie zasnęli. Wiecie jak to jest, gdy dwójka małych dzieci jest pod opieką przez godzinę, a ty rodzicu możesz sobie leżeć i do tego jesteś masowany? Raj po prostu!

Po raz pierwszy miałam możliwość wypróbowania na sobie czego doświadcza Zoszka podczas terapii, choć pewnie odczuwamy dotyk inaczej. Do tej pory wydawało mi się, że odprężenie to odprężenie. A jednak nie. Gdy podczas cranio byłam przekonana, że jestem rozluźniona, moje ciało rozluźniało się jeszcze bardziej. Bardzo fajne uczucie.

Zoszka miała za to wersję all inclusive: 3 masujące ciocie i ulubiona muzyka przy uchu. Słowem: błogostan.

Franek dla odmiany wyleżał jakiś czas (jak na dwulatka całkiem całkiem), po czym pobiegł między pozostałych uczestników kursu oddając się temu co ostatnio lubi najbardziej, czyli zestaw pogawędki + strawa rządzi 

Po sesji cranio, gdy zorientowaliśmy się, że jest już za późno na ugotowanie obiadu, pojechaliśmy do naszej ulubionej pierogarni. 

Zrelaksowani i po smakowitym obiadku. 
Czegóż chcieć więcej ?




3 komentarze:

  1. W odpowiedzi na ostatnie pytanie: więcej takich relaksów.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super Wam się trafiło :) a we Wrocławiu takich kursów nie ma ? ;)

    OdpowiedzUsuń